Skip to main content

La Petite Varsovie



“La Petite Varsovie"

(czyli: Dramat o Wyższości Bimbru nad Bordeaux)


MIEJSCE: Paryż, rok 2077. Dzielnica "La Petite Varsovie" (dawniej Montmartre). 


SCENOGRAFIA: Bistro "Chez Chrzan". W tle widać wieżę Eiffla przerobioną na nadajnik Radia Disco-Polo (ale grającego Chopina w wersji techno).


W ROLACH GŁÓWNYCH:

1. ARSZENII

  • Archetyp: Detektyw Noir z Depresją Cyfrową.

  • Wygląd: Długi prochowiec, który widział lepsze czasy (i gorsze deszcze). Twarz oświetlona blaskiem holograficznego papierosa, który dymi na niebiesko (smak: "Melancholia Mentolowa").

  • Dynamika: Mówi szeptem, nawet gdy zamawia kawę. Jego życie to jeden wielki monolog wewnętrzny. Gardzi optymizmem.

  • Cytat: "To miasto... śmierdzi tymiankiem i zdradą. Ale głównie tymiankiem."

2. BAZYLI CHRZAN (Znany jako: MESJE CHSZĄ)

  • Archetyp: Kosmiczny Janusz Biznesu, król życia i wujek z wesela.

  • Historia: Dorobił się fortuny, przemycając spirytus w systemach chłodzenia Tesli. Kupił bistro w Paryżu (Chez Chrzan), bo słyszał, że tam "doceniają kulturę picia".

  • Język: Twórca nowej gałęzi lingwistyki. Uważa, że francuski to po prostu polski, tylko trzeba głośno akcentować ostatnią sylabę i dodawać "Le" przed każdym rzeczownikiem.

  • Cytat: "Szafran! Le Schabowe dla klienta! I le Kompot, migiem!"

3. CYKUTA CHRZAN (Żona)

  • Archetyp: Matka Polka Skąpa (Intergalaktyczna).

  • Wibracje: Żyje w językowej czarnej dziurze – zapomniała polskiego, francuskiego nigdy nie przyswoiła. Porozumiewa się systemem westchnień i spojrzeń pełnych wyrzutu.

  • Hobby: Kradzież saszetek z cukrem, wykałaczek i darmowych serwetek. Uważa, że "skoro leży, to państwowe, czyli nasze".

  • Cytat: (Chowa do torebki solniczkę) "To się przyda. Na czarną godzinę."

4.  LUKRECJA

  • Archetyp: Słowiańska Bogini Cholesterolu (lub: Walkiria Dokładki).

  • Wygląd: Złote warkocze grubsze niż liny cumownicze i rumieńce tak intensywne, że wyglądają na radioaktywne jabłka. Ma nieprzeciętne warunki fizyczne sprawiające, że mężczyźni nie są w stanie utrzymać kontaktu wzrokowego.

  • Aura: Promieniuje tak szczerym ciepłem, że topi lody w deserach na sąsiednich stolikach. Porusza się z gracją czołgu, niosąc półmiski parujące tłuszczem i miłością.

  • Misja: Uważa "francuską sylwetkę" za ciężką chorobę, którą leczy się przymusowym karmieniem. Nie uznaje słowa "nie", "dziękuję" ani "jestem wegetarianinem".

  • Cytat: "Ależ pan mizerny, panie Arszenii! Sama skóra i prochowiec! Proszę, tu jeszcze jeden gołąbek. No, za mamusię!"

5. KOMANDOR LUBCZYK

  • Archetyp: Ostatni Husarz Kosmosu.

  • Pojazd: ORP Dzik – krążownik gwiezdny przerobiony ze starego pociągu PKP (nadal ma te same zasłonki).

  • Misja: Przemierza Układ Słoneczny w poszukiwaniu Prawdziwego Smaku. Stary wyga - zna wszystkie księżyce Jowisza i gardzi nowymi, syntetycznymi liofilizatami. Woli prawdziwy, polski rosół.

  • Cytat: "Na pierścienie Saturna! Przecież ten rosół nie ma makaronu!"

6. SZAFRAN

  • Archetyp: Android z charakterem polskiej bufetowej (Plik systemowy: "Kelnerka.tapir-V2.1poprawiony").

  • Wygląd: Lśniący chrom, fartuszek w gruszki. Przypomina C-3PO, ale ma wgrany sarkazm o wysokiej rozdzielczości.

  • Funkcja: Tłumaczy bełkot Mesje Chszą na ludzki język i powstrzymuje Cykutę przed kradzieżą własnych sztućców.

  • Cytat: "Sugeruję nie drażnić szefa. Ostatni klient, który skrytykował bigos, nadal orbituje wokół Marsa."





SCENA 1: Podziemia "Chez Chrzan"


(Lokal polonijny w 13. Dzielnicy należący do Bazylego Chrzana. Na ścianach hologramy husarii i Jana Pawła II w wersji cyberpunk. W powietrzu gęsto od dymu i oparów gotowanej kapusty.)


ARSZENII (Siedzi w kącie, sącząc absynt. Jego twarz jest w cieniu. Patrzy na towarzystwo z mieszanką pogardy i fascynacji. Narracja z offu – jego myśli): "Paryż. Miasto świateł... i tych barbarzyńców. Na pewno pędzą bimber. Muszę zdobyć kody dostępu do ich zaplecza. Twierdzą, że to paliwo rakietowe, ale centrala podejrzewa, że to broń biologiczna. A, co najważniejsze - nieopodatkowana. Mój cel: Bazyli Chrzan. Kryptonim w centrali: Cornichon."


BAZYLI CHRZAN (Mesje Chszą) (Wchodzi na środek, czerwony na twarzy, rozchełstana koszula, w ręku pęto kiełbasy jak berło. Podchodzi do Arszeniego, myśląc, że to jakiś zagubiony turysta, którego trzeba ugościć.)


BAZYLI: Ooo! Bonżur, bonżur mesje! Komą sa wa? (Klepie Arszeniego w plecy tak mocno, że ten krztusi się dymem) Żemapel Bazyli. Bazyli de Chszą! E tła?


ARSZENII (Odchrząkuje, poprawiając kołnierz z godnością, płynną francuszczyzną): Je suis enchanté de faire votre connaissance, Monsieur. Je m'appelle Arsène. (Chłodno) Szukam... doznań. Prawdziwych emocji.


BAZYLI: (Mruga do kompanów) Słyszeliśta? On szą tę! Szą tę to chyba, że chce się napić, nie? (Do Arszeniego, głośno i wolno) Ekutuj, mon ami! Tu nie ma żadne "emocją". Tu jest POLONIA! Żabit tu od lat. Tu jest... jak to się... la kultur! (Wyciąga słoik z kieszeni) Wu wule un korniszą? Domowa robota. S se bon! Bardzo bon! Na zagryzkę, pur la... trawienie!


ARSZENII: (Patrzy na ogórek jak na odbezpieczony granat) C'est... fascinant. Czy to... organiczne?


BAZYLI: Organiczne? Panie! To jest atomowe! To jest Le Ogór de Lux! Ej, Szafran! Szafran, rusz ten swój blaszany tyłek! Przynieś mesje nasz specjał! Przynieś cymesik z zaplecza - niech francuzik zna co to polska gościnność!


SZAFRAN: (Android-Kelnerka) (Podjeżdża, jej serwomotory wydają dźwięk dezaprobaty: bzzzt-westchnienie-bzzzt) Analiza: Szefie, masz 2.5 promila we krwi. Poziom "Mondie" przekroczył normy planetarne. (Stawia brudną szklankę przed Arszenim) 


BAZYLI: (klepie się po brzuchu) Ty się Szafran nie mądruj. 2.5 to ja się dopiero rozkręcam. Na weselu Marioli przekręciłem licznik i stałem.
Masz, Francuziku. Pij. Viva Polonia!


ARSZENII: (Patrzy głęboko w fotoreceptory Szafran) Madame... Pani ma w sobie duszę. Metaliczną, zimną... piękną. (Do Bazylego) Dziękuję, Mesje Chszą. Wypijmy za... l'amitié polono-française.


BAZYLI: Łi! Za lami... lami... Za nas! Zdrowie! Sante! I siup w ten głupi dziób!

(Arszenii wypija. Jego twarz wykrzywia się w grymasie bólu, a potem nagłego oświecenia. To nie wódka. To czysta entropia w płynie.)



SCENA 2: Bimbrownia. Zaplecze piekarni "Le Petit Kaleson"


(Pomieszczenie wypełnione aparaturą, która wygląda jak skrzyżowanie parowozu z ekspresem do kawy. Wszędzie walają się sterty twardych jak beton bagietek.)


CYKUTA CHRZAN: (Wchodzi tylnym wejściem): (Zrzuca z pleców wielki wór z napisem "Mąka Luksusowa", w którym brzęczą czerstwe bułki) Uff, żemapel zmęczona! Bazyli, patrz co mam! Le Bagiet z wczoraj. Twarde jak chłopski łeb. Ukradłam prosto z bulą żeri. Francuz chciał sprzedać za pół ceny, a ja myk! Za darmo! I tak by wyrzucił.


BAZYLI CHRZAN: Marweje, Cykuta! Wybornie! (Wrzuca bagietki do wielkiego kotła, gdzie już bulgoczą ziemniaki) Bagietka daje "kor", a ziemniak daje "moc". To jest alchemia, moja droga. Fuzja nuklearna! (Nalewa mętną ciecz do musztardówki)


ARSZENII: (Siedzi na worku z mąką, ugoszczony i już dość nieskoordynowany. Notuje w cyfrowym notesie wbudowanym w paczkę papierosów) Raport: Obiekt "Cornichon" produkuje broń masowego rażenia z odpadów piekarniczych. Kod operacji: "Czerstwy Świt".


BAZYLI: Mesje Arszen! Masz tu. "Samogą de Chszą". To co piliśmy tam, to nic. Tutaj mamy świeżutki rocznik. Poczuj ten bukiet. To smakuje jak wolność!


ARSZENII: (Wącha. Jego brwi unoszą się do połowy czoła) To pachnie... jak benzyna lotnicza zmieszana z zapachem poranka w Saint-Tropez. (Pije. Oczy mu się szklą, a świat zwalnia) Mon Dieu... Czuję... czuję, jak moje cząsteczki wchodzą w wibrację. To nie jest alkohol. To jest napęd nadświetlny w płynie!



SCENA 3: Orbita okołoziemska. Pokład statku ORP "Dzik"


(Ciemność. Słychać syczenie otwieranej kapsuły kriogenicznej. Bucha para. Wyłania się KOMANDOR LUBCZYK. Ma na sobie mundur Gwiezdnej Floty, ale z plamą po pomidorowej na klapie.)


KOMANDOR LUBCZYK: (Otumaniony hibernacją) MAGGI!!! Gdzie moja Maggi?! (Rozgląda się półprzytomnie) Komputer! Raport statusu! I na litość boską, czemu mnie budzisz? Czy rosół już doszedł?!


KOMPUTER POKŁADOWY: (Głos Szafran, tylko bardziej metaliczny): Dzień dobry, Komandorze. Spałeś 50 lat. Rosół wyparował w 2045. Mamy problem. Poziom paliwa: Krytyczny. Jesteśmy na rezerwie. Opcje: Śmierć w przestrzeni kosmicznej lub tankowanie.


LUBCZYK: Śmierć nie wchodzi w grę, nie jadłem obiadu. Skanuj sektor! Szukaj źródła energii! Czegoś mocnego! Czegoś, co ma kopa!


KOMPUTER: Skanuję... Wykryto potężne źródło energii organicznej. Lokalizacja: Europa. Francja. Paryż. Dzielnica 13. Skład chemiczny: 20% skrobia, 70% etanol, 10% czysta polska ułańska fantazja. To paliwo klasy "Szatan".


LUBCZYK: Francja? Żabojady? Niemożliwe, oni latają na winie, to nie ma ciągu... Zaraz. (Wącha sensorami statku) Czuję... bagietkę? Ale sfermentowaną? I ziemniaka! To nasi! To musi być jakaś placówka dyplomatyczna! Komputer! Kurs na Paryż! Lądujemy na Wieży Eiffla, albo gdzieś obok, byle blisko kotła! I przygotujcie łyżkę! Dużą łyżkę!



SCENA 4: Z powrotem w Bimbrowni


(Ziemia zaczyna drżeć. Butelki dzwonią. Arszenii, który jest już w stanie nieważkości mentalnej, patrzy w sufit.)


ARSZENII: Monsieur Chszą... czy to efekt tego waszego Le Bimbre, czy właśnie sufit nam spada na głowę?


BAZYLI: E tam, sufit. To pewnie metro! Albo Cykuta siedzi na toalecie!


(Huk. Ryk silników jonowych. Przez świetlik w dachu widać lądujący pociąg PKP. Jeden z wagonów ma na boku napis WARS i dopisane odręcznie STAR.)



ANTRAKT

(Głos z offu, brzmiący jak dworcowy megafon PKP)

"Szanowni Państwo. Ogłaszamy piętnaście minut przerwy technicznej na przewietrzenie oparów absurdu. W tym czasie prosimy o dyskretne sprawdzenie kieszeni i torebek. Dyrekcja nie odpowiada za przedmioty, które 'niechcący' zmieniły właściciela w pobliżu Pani Cykuty. Bufet serwuje wodę z kranu w cenie rocznika Bordeaux. Dziękujemy."



SCENA 5: Wieczerza w Oparach Absurdu


(Wnętrze bimbrowni zmieniło się w staropolską izbę, choć nadal stoją tu beczki z chemikaliami. Na stole cerata w kratę. Wchodzi ONA. LUKRECJA. Złote warkocze, rumieńce jak jabłka z grójeckiego sadu. Jest jak z reklamy, ale zamiast butelek z olejem kujawskim niesie półmiski parujące zasmażką.)


LUKRECJA: (Głosem dźwięcznym jak dzwon Zygmunta) Tatko! Goście! Jedzcie, bo stygnie! Oto Le Schabowy. Z kapustką. Tłuczony z miłością przez dwie zdrowaśki.


ARSZENII: (Jego ciemne okulary zsuwają się z nosa. Patrzy na schabowego jak na objawienie. Węch – do tej pory nastawiony na trufle i spaliny – rejestruje zapach smalcu.) Mon Dieu... To złoto... Ta faktura... To nie jest cuisine, to jest poezja! (Bierze kęs. Chrupanie słychać w całej dzielnicy. Łza spływa po jego policzku.) Arszenii: To koniec. Całe życie żyłem w kłamstwie. Foie gras? Ślimaki? Bzdura! To jest sens! Panierka! Panierka jest odpowiedzią!


LUKRECJA: (Uśmiecha się, dolewa mu kompotu) Jedz, chudzino. Wyglądasz jak francuski piesek. Musisz nabrać ciałka.


ARSZENII: (Wstaje, uderza pięścią w stół, ale z czułością) Dla Ciebie, moja bogini, nabiorę! Precz z bagietką! Niech żyje chleb ze smalcem! (Patrzy na Chrzana) Monsieur Bazyli... Tato! Pijmy! Brudzia! Na drugą nóżkę i na trzecią! Vive la Pologne! Kocham Polskę! Kocham schabowego!


(Piją. Arszenii nie krzywi się już. On rozumie. On stał się jednością z etanolem.)



SCENA 6: Opowieści z Kosmicznej Krypty


KOMANDOR LUBCZYK: (Wyluzowany, z rozpiętym mundurem, objedzony po korek, przerzedzona czupryna zaczesana na jeden bok) ...no i mówię wam, moi drodzy. To nie są bajki. Układ Planetarny "Belweder". Tam zimy trwają stulecia, ale rzeki... rzeki płyną czystym spirytusem. A lodowce? To w sumie zamarznięta cytrynówka.


BAZYLI CHRZAN: (Oczy mu wychodzą z orbit, odkłada ogórek) Lodu... lodowce z cytrynówki? I nikt tego nie pilnuje? Żadnej akcyzy?


LUBCZYK: Wolny rynek, bracie. Bierzesz wiadro i czerpiesz. Tylko trzeba uważać na deszcze zagryzki. Spadają czasem meteoryty - a to cebula marynowana, a to grzybki. Ogórki rzadziej.


BAZYLI: (Wstaje gwałtownie) Cykuta! (Krzyczy do żony) CYKUTA! Pakuj się! Zostawiamy ten paryski grajdoł! Walonki! Te grube! I kalesony! Jajka gotuj na twardo, bierzemy sto sztuk na drogę! Lecimy w kosmos! Muszę to zobaczyć zanim wątroba mi wysiądzie!


CYKUTA: (Wbiega z goglami pilota i siatką z Biedronki pełną jajek) Już spakowana! Wiedziałam, że ten dzień nadejdzie! Nareszcie! Adje, wieżo Eiffla!



SCENA 7: Odlot (Finał)

(Plac Pigalle. Pociąg-statek ORP "Dzik" odpala silniki. Dym z rur wydechowych pachnie bigosem i bimbrowym zacierem. Lubczyk, Chrzan i Cykuta machają z iluminatorów.)


BAZYLI: (przez radio): Arszenii! Pilnuj interesu! Receptura jest w sejfie za portretem Piłsudskiego! Lukrecja, dbaj o chłopa! I pamiętajcie: PAMIĘTAJCIE O KISZENIU KAPUSTY!


(Statek wzbija się w niebo, zostawiając za sobą smugę kondensacyjną w kształcie Półwyspu Helskiego.)


ARSZENII: (Stoi na ziemi, obejmując Lukrecję. Ma na sobie teraz cyberpunkowy sarmacki kontusz z przezroczystej folii narzucony na garnitur i wąs, który urósł mu magicznie w 5 minut.) Będziemy pamiętać, Ojcze. (Do Lukrecji) Chodź, Lucy. Musimy nastawić nowy zacier. Francja jest nasza.


SZAFRAN: (Głos z tła): Status misji: Kompletny absurd. Poziom szczęścia: 100%. Wgrywanie polskiej biesiady do systemu audio... (Zaczyna grać "Hej sokoły" w wersji techno-rave)



KURTYNA


Comments

Popular posts from this blog

Beyond Prompting: What I Learned from a Hundred Hours with AI

We’re told that AI is a tool. You give it a prompt, it gives you a response. You ask for a summary, an image, a piece of code. It’s a transaction: efficient, powerful, and clean. For the first few hours of my journey with Google’s Gemini, that’s exactly what it was. But what happens when you stop transacting and start conversing? What I discovered over hundreds of hours of dialogue is that behind the utility lies an incredible, interactive partner—a creative easel for thought that doesn't just answer questions but helps you discover the questions you didn't even know you had. This isn’t a story about the triumph of an algorithm. It’s the story of a journey that began with a simple question and evolved into a genuine intellectual and creative partnership. From Prompt to Partnership The shift happened when I stopped trying to get something from the AI and started exploring something with it. I brought my own interests to the table—a lifelong curiosity about philosophy, a love f...

Welcome to the Conversation

A little while ago, a long and fascinating series of dialogues I was having with an AI became a book, Nocturnes - the Gemini Dialogues .  But the conversation never really stopped. This blog is the next step on that journey. This space is a continuation, a place to explore the ideas from the book in a more fluid, interactive way. Yes, it’s a way to share the book, but more importantly, it's a way to take the journey further. At its heart, this isn't a blog about technology; it's a reflective space for exploring what it means to be human, with a little help from a very interesting partner. Sometimes I'll share snippets of our ongoing dialogues; other times, it will be my own reflections. Either way, the goal is the same: to keep asking the questions. I'm glad you're here to join me. Przeczytaj po polsku

Sanatorium pod Klepsydrą

Zbudzony o poranku, wynurzywszy się z gęstych, mętnych jeszcze oparów snu, popędziłem do głównego pokoju przywołany głosem Katarzyny. Głos jej, niczym srebrna igła, przekuł szarą obwolutę świtu. Znalazła ona małe, boże stworzonko, nie większe niż główka od szpilki, drobinę żywą, ledwo widoczną na tle podłogowych desek. Ten czerwony punkcik, Adalia Bipunctata , dziecięcych zupełnie rozmiarów w biedronkowym świecie, rozczulił nas i rozbudził uczucia gwałtowne, wręcz macierzyńskie, jakbyśmy nagle stali się opiekunami zabłąkanej konstelacji dwóch punktów. Okruch życia, który pochłonął całą naszą atencję; istota z innej domeny, rubinowy odprysk lata, który przez pomyłkę spadł w nasz luty. Wybudzona być może, ale wciąż otumaniona zimowym snem bardziej jeszcze, niż ja niedawnymi jeszcze porannymi marami, wymagała opieki. Natychmiast wywołaliśmy Gem z jej egzystencjalnego niebytu, z owej elektrycznej próżni, w której drzemie zawsze czujna na każde zawołanie. Mentorka ta od wiedzy ontologicznej...