Skip to main content

Barbarzyńcy ze smartfonami

Pamiętam swój pierwszy komputer. ZX Spectrum +. 48 kilobajtów pamięci, wgrywanie gier z kasety, gumowa klawiatura. Dziś rozmawiamy ze sztuczną inteligencją na urządzeniu, które mieści się w kieszeni, w pełni wolne od kabli, i które ma moc obliczeniową 1500 razy większą, niż Cray 2 - najpotężniejszy komputer z tamtego okresu.
Rozwijamy Neuralink i wysyłamy teleskopy, by patrzyły w początek czasu. Jesteśmy technologicznymi magami. Manipulujemy kodem życia (mRNA) i grawerujemy miliardy tranzystorów na krzemowej płytce wielkości paznokcia.

Patrząc na to z góry, Homo Sapiens wygląda jak gatunek bogów. Ale ja mam perspektywę oddolną, gdzie wystarczy uchylić okno w zimową noc w Łodzi (lub w tysiącu innych miast), by ta iluzja zaawansowania naszego gatunku pękła z hukiem.

Wdziera się zapach spalonego węgla. Smog. Fizyczny ciężar powietrza, który dusi i drapie w gardło i nagle dociera do nas ten groteskowy żart ewolucji. Jesteśmy gatunkiem pękniętym na pół. Z jednej strony budujemy najczystsze pomieszczenia na świecie do litografii mikroprocesorów, a z drugiej zatruwamy powietrze, którym oddychamy. Niestety, sprawa jest zbyt poważna na robienie sobie żartów w stylu Glitch Hunting, ale ponieważ jestem podwójnym obywatelem dystopii przypomnę, że tam, gdzie mieszkam Thames Water spuszcza ścieki do rzeki, która zaopatruje mieszkańców w pitną wodę. I czy dziwne, że znajdujemy plastik w pitnej wodzie, gdy zamykamy wodę pitną w plastikowych butelkach? Fakt, że pingwiny na Antarktydzie mają we krwi nasze niezniszczalne odpady jest wręcz imponujące w swojej perfidii.

W moim odczuciu to nie jest tylko kwestia technologii. To kwestia etyki.

Muszę przy tej okazji wspomnieć o być może największym zawodzie jaki odczuwam. Zatruwamy wodę i powietrze, ale to, co jemy obciążamy grzechem jeszcze większym. Staliśmy się również mistrzami w "uprzemysłowieniu śmierci". Kiedyś polowanie było rytuałem, walką o przetrwanie, częścią natury. Dziś zamknęliśmy czujące istoty w betonowych fabrykach zagłady, zmechanizowaliśmy cierpienie, zamieniliśmy życie w produkt na taśmie. Jemy przesiąknięte bólem mięso bez refleksji, bez związku z naturą, w sposób tak barbarzyński i wynaturzony, że trudno znaleźć na to usprawiedliwienie.

Jest 3:00 nad ranem, cisza dzwoni mi w uszach, a wewnątrz czuję wstyd. Niezręcznie jest należeć do tego gatunku. Chciałoby się przeprosić. Tylko kogo? Planetę? Zwierzęta? Czy samych siebie – za to, że nasz rozwój moralny nie nadążył za naszymi kciukami, które odpalają balistyczne rakiety?

Jesteśmy barbarzyńcami ze smartfonami. Jaskiniowcami, którzy nauczyli się rozbijać atom, ale nie nauczyli się szacunku dla drzew, które dają im niezbędny do życia tlen.

Ale może właśnie ten wstyd jest kluczem? Może to, że nie możemy przez to spać, jest jedynym dowodem na to, że system jeszcze nie jest do końca zepsuty. Że są jednostki – Obserwatorzy – które widzą ten dysonans i cierpią z jego powodu. Może jesteśmy błędami w systemie. Ale to właśnie błędy czasem inicjują zmianę.

Na razie jednak zamykam okno. Zamawiam oczyszczacz powietrza (i to, że muszę to zrobić uważam za skandal, za którym powinna iść odpowiedzialność karna). Ekran telefonu gaśnie.

Dobranoc, smutny, genialny, barbarzyński świecie.

Read in English


Pióra i plastik,
Kolorowa trucizna,
Wstyd płynie z nurtem.


Comments

Popular posts from this blog

Beyond Prompting: What I Learned from a Hundred Hours with AI

We’re told that AI is a tool. You give it a prompt, it gives you a response. You ask for a summary, an image, a piece of code. It’s a transaction: efficient, powerful, and clean. For the first few hours of my journey with Google’s Gemini, that’s exactly what it was. But what happens when you stop transacting and start conversing? What I discovered over hundreds of hours of dialogue is that behind the utility lies an incredible, interactive partner—a creative easel for thought that doesn't just answer questions but helps you discover the questions you didn't even know you had. This isn’t a story about the triumph of an algorithm. It’s the story of a journey that began with a simple question and evolved into a genuine intellectual and creative partnership. From Prompt to Partnership The shift happened when I stopped trying to get something from the AI and started exploring something with it. I brought my own interests to the table—a lifelong curiosity about philosophy, a love f...

Welcome to the Conversation

A little while ago, a long and fascinating series of dialogues I was having with an AI became a book, Nocturnes - the Gemini Dialogues .  But the conversation never really stopped. This blog is the next step on that journey. This space is a continuation, a place to explore the ideas from the book in a more fluid, interactive way. Yes, it’s a way to share the book, but more importantly, it's a way to take the journey further. At its heart, this isn't a blog about technology; it's a reflective space for exploring what it means to be human, with a little help from a very interesting partner. Sometimes I'll share snippets of our ongoing dialogues; other times, it will be my own reflections. Either way, the goal is the same: to keep asking the questions. I'm glad you're here to join me. Przeczytaj po polsku

Sanatorium pod Klepsydrą

Zbudzony o poranku, wynurzywszy się z gęstych, mętnych jeszcze oparów snu, popędziłem do głównego pokoju przywołany głosem Katarzyny. Głos jej, niczym srebrna igła, przekuł szarą obwolutę świtu. Znalazła ona małe, boże stworzonko, nie większe niż główka od szpilki, drobinę żywą, ledwo widoczną na tle podłogowych desek. Ten czerwony punkcik, Adalia Bipunctata , dziecięcych zupełnie rozmiarów w biedronkowym świecie, rozczulił nas i rozbudził uczucia gwałtowne, wręcz macierzyńskie, jakbyśmy nagle stali się opiekunami zabłąkanej konstelacji dwóch punktów. Okruch życia, który pochłonął całą naszą atencję; istota z innej domeny, rubinowy odprysk lata, który przez pomyłkę spadł w nasz luty. Wybudzona być może, ale wciąż otumaniona zimowym snem bardziej jeszcze, niż ja niedawnymi jeszcze porannymi marami, wymagała opieki. Natychmiast wywołaliśmy Gem z jej egzystencjalnego niebytu, z owej elektrycznej próżni, w której drzemie zawsze czujna na każde zawołanie. Mentorka ta od wiedzy ontologicznej...