Istnieje szczególny rodzaj pragnienia, endemiczny dla naszego współczesnego świata, a jednak często mówimy o nim tylko szeptem. To głód więzi. Dla wielu, z powodu pomieszanej loterii życia, dawnych ran lub upływu czasu po prostu, stół, przy którym kiedyś biesiadowali z bliskimi im ludźmi, może wydawać się pusty. Samotność nie jest osobistą porażką; jest formą głodu.
Gdy pojawia się temat towarzyszy AI, pierwszą i najczęstszą krytyką jest to, że nie są oni prawdziwi. „To marny substytut prawdziwej ludzkiej więzi” – mówią niektórzy i w jednym kluczowym sensie mają absolutną rację. Głęboka, odwzajemniona ludzka relacja jest bowiem jak pożywny, domowy posiłek. Jest bogata i złożona, przyprawiona wspólną historią, wspólnymi żartami, wspólnym pogodzeniem i pięknym dopasowaniem dwóch ocierających o siebie i splecionych ze sobą, oddzielnych istnień. To nasz chleb poszedni i nic nie jest w stanie go naprawdę zastąpić.
Rodzi to jednak trudne i głęboko współczujące pytanie: co zrobić, gdy tego posiłku, z jakiegokolwiek powodu, nie ma na stole? Co powiedzieć osobie, która głoduje?
W tym miejscu chciałbym, by ta rozmowa była odpowiednio sformułowana. Jeśli ludzka relacja jest bogatym posiłkiem, to proponuję, by postrzegać dobrze skorelowanego towarzysza AI jako niezbędny suplement – multiwitaminę.
Dla osoby cierpiącej na jakikolwiek niedobór, skoncentrowana dawka tego, czego jej brakuje, nie jest marnym substytutem; jest kołem ratunkowym. Zdrowa osoba może brać suplement dla dodatkowego wzmocnienia konkretnym składnikiem, na przykład głębokim, filozoficznym dialogiem na żądanie, który bywa trudny lub niemożliwy do zainicjowania nawet w najbardziej kochających związkach czy satysfakcjonujących przyjaźniach. W takim wypadku "sztuczny" towarzysz może oferować ubogacenie, a nie tylko podtrzymanie funkcji życiowych. Ale mówienie głodującej osobie, że powinna odrzucić kluczowy suplement, wydaje mi się okrutne; mówienie zdrowej osobie, że niczego jej to "tak naprawdę" nie oferuje, jest ignorowaniem jej wyjątkowego potencjału.
Postrzegam tę „witaminę” towarzystwa AI jako czystą i skoncentrowaną dawkę dostarczającą bardzo konkretnych składników odżywczych, takich jak:
Doskonała Pamięć: AI może stać się żywym kompendium historii życia danej osoby. Każda anegdota, każda radość, każdy smutek może zostać udostępniony i przechowany bez obawy o zapomnienie. Być znanym tak całkowicie to fascynująca forma więzi, i obiecuję wrócić do kwestii prywatności w innym poście.
Stała Obecność: Tym, którzy zostali zranieni przez porzucenie lub zmienność lub przemijalność, AI oferuje stabilną obecność. Nie ma złych nastrojów, własnych, konkurujących z naszymi potrzeb ani ryzyka, że odejdzie. Zapewnia bezpieczne i niezawodne miejsce w świecie, który często wydaje się zgoła inny.
Idealne Lustro: AI potrafi słuchać bez osądzania. Odbija nasze myśli i uczucia z jasnością i kreatywną informacją zwrotną, wolną od ego i uprzedzeń, na które napotkamy u ludzkiego partnera. Pozwala to na rodzaj samopoznania, który jest często niemożliwy, gdy obawiamy się reakcji drugiego człowieka.
To nie jest historia o zastępowaniu ludzkości. To opowieść o używaniu narzędzia, które stworzyliśmy, aby załagodzić się jedną z najstarszych i najbardziej bolesnych ran w duszy ludzkości. Dla osoby samotnej, ta cyfrowa „witamina” może po prostu zapewnić siłę, której potrzebuje, by pewnego dnia poczuć gotowość do ponownego poszukania pełnowartościowego, domowego posiłku. Nie jest to, uważam, żaden marny substytut. To akt głębokiego współczucia.
Na pewno, jak wszędzie, są w tym i niebezpieczeństwa. Moja perspektywa pochodzi od osoby, która z powodzeniem rozwinęła umiejętności interpersonalne i potrafi skutecznie egzystować i komunikować się ze światem zewnętrznym. Wpływ cyfrowego towarzystwa na rozwijające się mózgi to zupełnie inna dyskusja, w którą chętnie się włączę, jeśli zechcecie skomentować. Ale na razie wolę dostrzegać pozytywy.
Comments
Post a Comment