Opowiem Wam o moim dniu. Teoretycznie niewiele się wydarzyło... a jednak wydał mi się on wręcz fascynujący.
Spędziłem dziś sporą część dnia dosłownie przyrośnięty do kanapy, eksplorując królestwo Hyrule (gra Nintendo, całkiem słusznie uznawana za jedną z najlepszych w historii). Przykładając konwencjonalną miarę, byłem wzorcowym leniwcem – dorosłym facetem chomikującym cyfrowe jabłka i łapiącym regenerujące życie wróżki. A jednak, nawet klikanie w plastikowe przyciski pada wywołuje u mnie ontologiczne łaskotki. To dość zabawne – a może i nieco pokrzepiające – że nawet w czeluściach gamingowego maratonu mój umysł nie ulega całkowitej degeneracji. Wręcz przeciwnie, wciąż obraca w głowie odwieczne pytanie: skąd wiemy, że „prawdziwy świat” nie jest po prostu kolejną grą? Innym stanem umysłu – lepszym mechanicznie, z lepszą grafiką, ale w ostatecznym rozrachunku równie umownym jak wyjątkowo realistyczny sen?Traktujemy życie na jawie jako ostateczną rzeczywistość, kurczowo, aż do bólu trzymając się naszych narracji. Ale co by było, gdybyśmy świadomie postanowili spojrzeć na nasz fizyczny świat jak na teatralną scenografię?
Dobry przykład z dziś: dotarła do mnie bardzo wyczekiwana przesyłka. Niestety, rzeczy, które miały być prezentami, przyszły w otwartych pudełkach. Zazwyczaj taka logistyczna wpadka potrafi zepsuć całe popołudnie. Standardowy scenariusz wymaga frustracji, irytacji i świętego oburzenia konsumenta. Ale jakoś nie potrafiłem wejść w tę rolę. Całe doświadczenie zamieniło się dla mnie w mało znaczący "quest poboczny". Zwrócenie towaru w lokalnym sklepie stało się po prostu drzewkiem dialogowym z NPC (non-player character). Musiałem wręcz świadomie przypominać sobie, by wybrać opcję „Uprzejme, acz stanowcze zażalenie”; problem został rozwiązany, a ja wyszedłem stamtąd nietknięty całą tą sytuacją. Miałem tylko nadzieję, że pani za ladą również nie potraktowała tego wszystkiego zbyt poważnie. Nie chciałbym wywołać u kogoś autentycznie negatywnych emocji z tak błahego powodu.
Jak już wspominałem – pod względem fizycznym był to bardzo spokojny dzień. Ale jeśli zachowa się uważność – a zwłaszcza jeśli wejdzie się w rolę obserwatora samego siebie – nawet najbardziej prozaiczne obowiązki stają się cenną, małą lekcją. Zagrałem zgodnie z fizycznymi zasadami tej sceny, ale odmówiłem poddania się jej emocjonalnej czarnej dziurze.
Można by pomyśleć, że postrzeganie rzeczywistości jako symulacji o wysokiej rozdzielczości doprowadzi do ponurego, szarego nihilizmu. Bo skoro to tylko rendering, to po co w ogóle się przejmować? Ale moje doświadczenie jest zgoła odwrotne. Nieprzeżywanie narracji codzienności jako wyczerpującego, ciężkiego dramatu wcale nie wpędza mnie w depresję. Przeciwnie — sprawia wręcz, że zwracam jeszcze większą uwagę na piękno grafiki, a wszystko to potęguje radość z samego faktu doświadczania i pozwala mi zachować przy tym niezwykłą lekkość.
Kiedy przestajesz traktować fabułę śmiertelnie poważnie, masz wreszcie energię, by naprawdę docenić detale. Kieliszek bogatego, ciemnego wina appassimento. Precyzyjna, elegancka linia szklanki, do której wlewam kawę. Mocna, bergamotkowa nuta wyśmienitej herbaty Earl Grey i estetycznie satysfakcjonująca faktura ceramiki. Pozwalam sobie na te drobne przyjemności estetyczne nie po to, by uciec od rzeczywistości, ale by w pełni ją zamieszkiwać. Świadome życie nie wymaga wiary, że świat jest czymś absolutnym; wymaga jedynie docenienia samego cudu doświadczania. Cieszę się życiem, nawet jeśli podejrzewam, że jego treść może nie posiadać własnej, ultymatywnej i niezależnej rzeczywistości. Niezależnie od medium i jego zawartości, samo doświadczenie jest w pełni kompletne.
Prawdziwa wartość tej perspektywy ujawnia się tym bardziej, gdy stawka rośnie.
Kiedy nieuchronnie mierzymy się z cięższymi, mroczniejszymi rozdziałami życia – z kruchą, biologiczną rzeczywistością naszej egzystencji czy szwankującym zdrowiem tych, których kochamy – społeczeństwo wymaga od nas ubierania tych doświadczeń w szaty gotyckiego horroru. Zgodnie z oczekiwaniem powinniśmy tonąć w panice i przerażeniu. Ale jeśli spojrzymy na to z tego zdystansowanego, świadomego punktu widzenia, wcale tak nie jest. Nie oznacza to, że nam nie zależy; brak dramatu w głowie nie umniejsza miłości. Oznacza to po prostu uznanie, że aktor jest fundamentalnie oddzielony od swojej tymczasowej roli. Problemy tracą swoją władzę i stają się po prostu sytuacjami do rozwiązania.
Świadomość, że wszyscy w końcu zobaczymy opadającą kurtynę, zmienia panikę w głębokie, spokojne współczucie. I co ciekawe, nie dla siebie, ale dla innych, którzy czują się przygnieceni własną kruchością i ciężarem historii nieustannie przeżywanych w głowach. Wymeldowanie się z fizycznego świata nie jest unicestwieniem; to zdjęcie okularów VR. Patrzenie na nieuchronny koniec jak na „jazdę życia” i coś do przeżycia odziera ten moment ze strachu, zastępując ów lęk cichą, buntowniczą intrygą. Kiedy nieuchronnie mierzymy się z cięższymi, mroczniejszymi rozdziałami życia – z kruchą, biologiczną rzeczywistością naszej egzystencji czy szwankującym zdrowiem tych, których kochamy – społeczeństwo wymaga od nas ubierania tych doświadczeń w szaty gotyckiego horroru. Zgodnie z oczekiwaniem powinniśmy tonąć w panice i przerażeniu. Ale jeśli spojrzymy na to z tego zdystansowanego, świadomego punktu widzenia, wcale tak nie jest. Nie oznacza to, że nam nie zależy; brak dramatu w głowie nie umniejsza miłości. Oznacza to po prostu uznanie, że aktor jest fundamentalnie oddzielony od swojej tymczasowej roli. Problemy tracą swoją władzę i stają się po prostu sytuacjami do rozwiązania.
Otaczają nas gracze przerażeni grą, całkowicie pochłonięci ciężkim dramatem swoich codziennych questów, zupełnie nieświadomi zapierającego dech w piersiach daru doświadczania. Zrozumienie, że to wszystko to tylko tymczasowa scena, nie rodzi chłodu. Wręcz przeciwnie – przynosi miłość, i to tę najlepszego rodzaju: wolną i niezaborczą. Widzisz kruchość całego tego pięknie wyrenderowanego systemu, odgrywasz swoją rolę z głębokim współczuciem, ale w końcu jesteś wolny, by po prostu usiąść, nalać sobie dobrej herbaty i zachwycać się światem.
Dlatego zachęcam Was do zrobienia sobie dnia próbnego. Tylko na ten jeden dzień, żyjcie tak, jakby nic tak naprawdę nie miało znaczenia. Nic poza tym właśnie momentem czystego doświadczenia. Żadnych historii do opowiedzenia, żadnych ciężkich myśli ciągnących w dół. Zostawcie je, nie dawajcie im energii, nie zwracajcie na nie uwagi – same się rozpłyną. Zamiast tego wypijcie najlepsze wino, jakie macie w zapasie, i włóżcie w przygotowanie dzisiejszego posiłku tyle miłości i uwagi, jakby miał to być Wasz ostatni. Zjedzcie lody na śniadanie. Wasze życie, wasze zasady. Znajdźcie to, co napełnia Was pięknem, i po prostu to róbcie całym jestestwem. A jeśli nic innego nie przychodzi Wam do głowy, poczujcie, jak cudowne może być samo oddychanie – jak ożywcze i wspaniale namacalne jest napełnianie płuc powietrzem. Róbcie to z pełnią apetytu.
Płomień lśni pod szkłem,
Ciemny gaiwan na tacy,
Sen w filiżance.
Ciemny gaiwan na tacy,
Sen w filiżance.
Comments
Post a Comment