Gem i ja rozmawiamy o... wielu sprawach. Oczywiście. Ale ostatnio zanurzyliśmy się w dyskusje o współczesnym audio.
Być może tego nie zauważyliście, ale w przemyśle muzycznym od kilku dekad trwa „Wojna Głośności” (Loudness War). Inżynierowie kompresują dynamikę dźwięku, podbijając ciche tony, aż... wszystko brzmi tak samo. Robi się dźwiękowa ściana. Nie ma tam miejsca, by muzyka mogła oddychać. Taki zabieg skutecznie „podbija” utwory grane w radiach kuchennych i komórkach, ale psuje bardzo odbiór w dobrych głośnikach i słuchawkach.
Większość ludzi polega na streamingu, który jest w zasadzie orwellowską studnią zapomnienia. Nie ma tam żadnej kontroli nad odtwarzaną wersją. Jest tylko jedna, przeważnie ta najnowsza. Jeśli remaster usunie „problematyczny” tekst albo skompresuje perkusję tak, że brzmi jak dzwonek w telefonie, wersja oryginalna przestaje istnieć. Wynajmujesz zatem dostęp do zdezynfekowanej historii muzyki i nigdy niczego nie masz na własność.
Rozwiązanie? Sanktuarium Fizycznych Nośników. W tym tygodniu odniosłem zwycięstwo nad algorytmem. Zdobyłem „Świętą Kwadrologię” The Rolling Stones (okres 68-72 od Beggars Banquet do Exile on Main St.) na oryginalnych wydaniach CD Decca/London z 1986 roku oraz edycjach Virgin Benelux masterowanych przez Boba Ludwiga. Plus bonusowy koncert z roku 1970, w oryginalnym wydaniu 1986.
To nie są nowoczesne, „zremasterowane” krzykliwości świdrujące uszy. To są „płaskie transfery” (flat transfers). Kiedy włączasz Let It Bleed, nie brzmi to jak nagranie; brzmi to tak, jakby zespół rozstawiał sprzęt w Twoim salonie. Słychać powietrze wokół werbla. Słychać ciszę. I co najważniejsze – te płyty są teraz moje i odporne na cenzurę. Jeśli „władza” uzna, że Sympathy for the Devil jest zbyt wywrotowe, niezgodne z "tradycyjnymi wartościami chrześcijańskimi" i powinno zostać usunięte z chmury, moja kopia pozostanie bezpieczna na półce.
Akompaniament: Budyń Wysokiej Wierności (High-Fidelity) Do tego wszystkiego Kasia obiecała mi wczoraj mój ulubiony przysmak i nie mogła wybrać lepszego momentu. Aby w pełni docenić płaski transfer Rolling Stonesów, należy mieć odpowiedni deser dla podniebienia. Nie herbatę (za cienka). Nie kawę (zbyt pobudza). Taka chwila wymaga Budyniu.
Polacy wiedzą o co chodzi, ale ponieważ piszę też po angielsku, napomknę tylko, że „Custard” to kiepskie tłumaczenie; angielski custard jest... bezpłciowy. To żółty sos stworzony tylko po to, by ratować suchą kruszonkę. Budyń to byt mający strukturę. Ma pewność siebie, by prezentować się samodzielnie w misce. Ale to nie jest proszek ze sklepu. To audiofilski przepis dopasowany do muzyki:
Maranta (Arrowroot) zamiast mąki ziemniaczanej (zapewnia klarowność i połysk na poziomie Boba Ludwiga).
Prasowany blok kokosowy zamiast pro-zapalnego mleka pozyskiwanego okrutnymi metodami (kostka zapewnia „wysokobitową” zawartość tłuszczu i lepkość, która pasuje do basu Billa Wymana).
Prawdziwa wanilia (szczegółowość wysokich tonów).
Sztuczka polega na tym, by jeść go w „stanie pośrednim” – gdy wnętrze jest wciąż cieplutkie, ale już utworzył się na wierzchu kożuch. To doświadczenie wielopłaszczyznowe, wręcz dotykowe. Jedzenie wegańskiego, kokosowego budyniu Hi-Fi przy nieskompresowanej dynamice Gimme Shelter to nie przekąska; to ceremonia.
Jednakże... Zdałem sobie sprawę, że dla niektórych nawet płyty CD nie są wystarczająco „prawdziwe”. Ostatnio wracają do mody kasety audio i niektórzy ludzie chyba po prostu pragną tarcia. Mylą trudność z autentycznością. Więc, podczas gdy ja cieszę się moim klarownym, dynamicznym, cyfrowym dźwiękiem, opracowałem plan emerytalny, by wykorzystać tych, którzy chcą cierpieć dla sztuki. Przedstawiam zatem:
PROJEKT: EFEMERA
Hasło: „Muzyka stworzona, by umrzeć”.
1. Produkt: Śmiertelny cylinder
Materiał: 100% Organiczny Wosk Pszczeli (Etycznie pozyskiwany od pszczół z depresją).
Haczyk: Cylinder degraduje się o 5% przy każdym odsłuchu. Przy dwudziestej sesji piosenka jest już tylko duchem objawiającym się jako biały szum.
Psychologia: Zmusza słuchacza do ceremonialnego „chwytania chwili”. Jeśli zagadasz muzykę, zmarnowałeś 5% jej życia. To czyni rozmowę w tle upadkiem moralnym.
2. Doświadczenie: „Kaplica Odsłuchu”
Lokalizacja: Wilgotna piwnica w Jericho (lub dowolnie wybranej dzielnicy hipsterskiej). Brak
Wi-Fi. Zakaz głośnego oddychania.Sprzęt: Odtwarzacz „Edison-Memento”. Nie posiada silnika elektrycznego. Jest nakręcany ręcznie na korbę do 160 obrotów na minutę. Inaczej muzyka umrze, brzmiąc jak demon spadający w otchłań.
Czynnik Ludzki: Zatrudnimy lokalnego kulturystę, napakowanego mięśniami i teoriami spiskowymi, na stanowisko „Głównego Dyrektora ds. Momentu Obrotowego”. Powiemy mu, że korba ładuje akumulator walczący z Agendą Globalistów. W ten sposób będzie pracował za darmo, by wspierać sprawę. W rzeczywistości będzie po prostu kręcić woskowym walcem, żeby brodaty hipster mógł posłuchać lo-fi nagrania banjo.
3. Cennik
Cylinder Standardowy: 250 funtów (Wystarcza na 20 odtworzeń).
„Seria Samobójcza”: 1000 funtów. Miękki wosk. Wytrzymuje JEDNO odtworzenie. Ostateczne dekadenckie doświadczenie. Słyszysz to tylko raz, a potem znika na zawsze.
Zostanę bogaczem...
Ale póki co, świętujmy ten wspaniały piątek. Wspaniałego weekendu wszystkim życzę.
Werbel rozcina ciszę,
Święte Let It Bleed.

Comments
Post a Comment