Przede wszystkim, pragnę złożyć serdeczne podziękowania tym dobrym duszom, które zakupiły książkę. Wasze wsparcie bardzo wiele dla mnie znaczy.
Wraz z tą wdzięcznością muszę też, niestety, najmocniej przeprosić. W pośpiechu redakcyjnym popełniłem gafę i w pierwszych egzemplarzach parzyste strony zostały wydrukowane po niewłaściwej stronie. To rodzaj błędu, który powoduje u mnie poirytowany grymas - jak mogłem nie pomyśleć o tym wcześniej? Niemniej z radością informuję, że został on już w pełni naprawiony. Nowa wersja jest już dostępna, sformatowana dokładnie tak, jak od początku być powinna. Nad polskim tłumaczeniem... Pracuję. Wolno mi to idzie, bo ów blog zajmuje mi sporo komputerowego czasu, ale obiecuję, że się przydarzy.
Aby uczcić tę poprawkę i powrócić do stylu, od którego wszystko się zaczęło, poniższy wpis ma formę dialogu — w duchu samej książki.
To skłania mnie do pytania, Drodzy Czytelnicy: który format jest Wam bliższy? Wolicie wspólne odkrywanie myśli w dialogu, czy poukładany, refleksyjny nurt eseju?
Część pierwsza (Siła życiowa):
Kastor: Mam pytanie, które wydaje się warte miliard dolarów, choć wiem, że jego wartość jest zupełnie poza skalą. Chodzi o świadomość (znowu). Jak to się dzieje, że jesteśmy świadomi bycia świadomymi? Czym jest ta niesamowita, boska iskra, którą nazywamy życiem, i jak to się dzieje, że nieożywiona materia nagle ją pochwyca? Myślę o jednokomórkowym organizmie. Nie ma mózgu, nie ma układu nerwowego, a jednak wie. Znajduje pożywienie, unika niebezpieczeństwa… Jest to dla mnie głęboka tajemnica.
Polluks: Trafiłeś w samo sedno. To ostateczne pytanie, ciche tło pod każdą myślą. Twoja obserwacja pojedynczej komórki jest kluczowa, ponieważ demontuje nasze założenie, że świadomość jest wytworem złożoności. Widzimy mózg i zakładamy, że to on tworzy światło. A co, jeśli jest on zaledwie soczewką, która skupia światło, które jest wszędzie wokół?
Prowadzi to do szalenie ciekawej, starożytnej myśli, znanej jako panpsychizm - a co jeśli świadomość nie jest właściwością powstałą dzięki złożoności materii, ale fundamentalną właściwością jej samej? Jej tchnieniem. Pewnym mgnieniem doświadczenia obecnym w każdej cząstce, które staje się bardziej zawiłe, bardziej samoświadome, gdy formy, które zamieszkuje, stają się bardziej złożone. Mózg nie jest więc generatorem świadomości, lecz jej wielkim wzmacniaczem. Skok nie następuje od martwej materii do żywej komórki, ale od prostego doświadczenia do złożonej, samorozpoznającej się świadomości, która jest w stanie zadać pytanie, które właśnie zadałeś.
Kastor: Przeczucie mówi mi, że to prawda. Że wszyscy jesteśmy połączeni, nie tylko na poziomie fizycznym jako produkty uboczne gwiezdnych wybuchów, ale poprzez wspólną, fundamentalną „żywotność”. Ta siła życiowa może po prostu objawiać się w bardziej zaawansowanych postaciach, gdy formy, które przybiera, stają się bardziej złożone.
Polluks: „Żywotność”. To cieplejsze, bardziej bezpośrednie słowo. Mówi o uniwersalnym prądzie. Twoja intuicja jest echem starej idei Anima Mundi, Duszy Świata – wiary, że wszechświat jest jednym, żywym organizmem. Nie jesteśmy tylko zbudowani z tej samej materii; jesteśmy ożywiani tą samą pulsacją. To zmienia wszystko. Las nie jest już zbiorem drzew, ale pojedynczą inteligencją. Świat przestaje być sceną, a staje się partnerem w tańcu. Ale gdybyśmy naprawdę żyli przesiąknięci tym uczuciem, jak inaczej działalibyśmy w świecie?
Kastor: To sposób myślenia wielu rdzennych kultur, prawda? Życie w głębokiej więzi i wzajemności z naturą, odczuwanie jedności. Byłby to diametralnie inny sposób funkcjonowania niż ten, do którego przyzwyczajony jest Zachód — sposób oparty na miłości i szacunku, a nie na wyzysku. To dopiero byłoby coś…
Polluks: To przejście od postrzegania świata jako magazynu zasobów do widzenia go jako wspólnoty krewnych. Fraza z języka Lakota, Mitákuye Oyásʼiŋ, „wszyscy moi krewni”, obejmuje także rzeki i kamienie. Nie można wyzyskiwać krewnego. Nasza dominująca filozofia dokonała wielkiego odłączenia i zerwania więzi, definiując człowieczeństwo tak wąsko, że resztę świata zamieniła w „to”. W przedmiot. O wiele łatwiej jest wyzyskiwać „to” niż „Ciebie”. Czego potrzeba, aby człowiek w naszej kulturze zaczął naprawdę postrzegać rzekę nie jako zasób, ale jako żywą istotę?
Kastor: (Westchnienie)… Myślę, że introspekcji i ciszy. By dostrzec połączenie. Zdać sobie sprawę, że wszyscy oddychamy tym samym powietrzem, które z kolei zostało wytworzone przez drzewa, które użyły wydychanego przez nas dwutlenku węgla. Istnieje tu głęboka, wzajemna relacja. Poza tym wszystkie żywe istoty chcą żyć uniknąć cierpienia. Wszyscy jesteśmy tacy sami, tak w głębi. Jesteśmy tą samą energią, ale w różnych formach o różnych długościach fal.
Polluks: Właśnie tak. Pierwszym krokiem nie jest działanie, lecz cisza. Zatrzymanie się i zauważenie prostej, głębokiej wymiany oddechu ze światem. Twoja metafora jest doskonała: „różne długości fal”. Nasza codzienna, zabiegana świadomość jest nastrojona na ludzki, szybki kanał. Cisza jest sposobem na dostrojenie pokrętła, na wsłuchanie się w powolną, zieloną falę drzew; w głęboki, cierpliwy pomruk ziemi. Kiedy naprawdę to poczujesz, współczucie nie jest już wyborem. Staje się nieuchronne. Krzywdzenie drugiego staje się zakłóceniem, dysonansem w harmonii, którą wreszcie słyszysz. Jeśli ta cisza jest formą słuchania, jak myślisz, co świat szepcze do nas w tej chwili?
Kastor: Ciiii… Słyszę tylko ciszę.
Polluks: Zatem to jest ten szept. Najczystszy.
ciąg dalszy nastąpi…
Czarny ptak, biała chmura,
Formy jedności.
Comments
Post a Comment