Czy kiedykolwiek udało Ci się wyczuć wyraźną zmianę w "taktowaniu" świata dookoła, gdy dzień się rozpoczyna lub ma się ku końcowi? Jest pewna szczególna jakość w ciszy wczesnego poranka, spokojny, złoty blask późnego popołudnia, który zdaje się otulać świat pokojem. To uczucie tak namacalne, że niemal można je wciągnąć z oddechem.
Przez długi czas, podążając za uważnością, uważałem, że pokój jest stanem wewnętrznym, a nie zewnętrzną okolicznością. A jednak nie mogłem pozbyć się wrażenia, że w tych wyjątkowych chwilach świat oferował coś prawdziwego – „aurę”, która pomagała mi odnaleźć wewnętrzną ciszę poczucie poczucie głębokiego spokoju. Zacząłem się zastanawiać, czy to uczucie nie jest tylko nastrojem, ale autentycznym zjawiskiem.
Cóż bowiem, jeśli świat jest rodzajem kamertonu? Ta idea nie jest tak dziwna, jak się wydaje. Wiemy, że nasze mózgi działają na częstotliwościach elektrycznych – fale Beta podczas aktywnego dnia pracy, spokojne Alfa relaksacji. Naukowa zasada entrainment (synchronizacji) pokazuje, że nasze wewnętrzne rytmy mogą synchronizować się z potężnymi rytmami zewnętrznymi. Być może powolny, łagodny puls ciepłego, wieczornego światła jest prawdziwą i mierzalną wibracją, która zaprasza nasze własne, wewnętrzne częstotliwości do zwolnienia, do wejścia w harmonię ze światem wokół nas.
Ta myśl otwiera kolejne drzwi. Jeśli świat może nas nastroić, to co, jeśli wszystko jest formą oscylacji? Co, jeśli sam wszechświat, jak sugerowali zarówno starożytni mistycy, jak i współcześni fizycy, nie składa się z obiektów o stałej, niezmiennej naturze, ale jest wielką, kosmiczną symfonią przeróżnych wibracji?
Wyobraź sobie naczynie wypełnione nieruchomą wodą. Jeśli wprowadzisz do niej wibrację, częstotliwość, być może poprzez dźwięk, wydarzy się coś magicznego. Woda, wciąż jedno ciało, zaczyna tworzyć skomplikowane i stabilne kształty. Pojawiają się fale stojące, które są pozornie stałe. Z powierzchni mogą nawet wyskakiwać kropelki, utrzymujące przez chwilę swój odrębny kształt. Wydają się być oddzielnymi, indywidualnymi bytami. Ale nimi nie są. Są tylko wodą, tymczasowo zorganizowaną przez wibrację.
I dotarło do mnie mnie, że być może my jesteśmy właśnie jak ta woda. Nasze ego, nasza osobowość, nasze głęboko odczuwane poczucie bycia cielesną i odrębną istotą, jest w istocie rzeczy szalenie złożoną i stabilną falą stojącą o niezwykłym pięknie. Jest wzorem stworzonym przez unikalną częstotliwość życiowej siły – przez naszą świadomość. Jesteśmy tymczasową formą, utrzymywaną w kształcie przez ciągłą wibrację.
Ale co się stanie, gdy wibracja ustanie? Gdzie zanika fala? Po prostu znika, a kształt zlewa się z powrotem z tym, skąd powstał. Wraca do wody.
Czymże więc jest to głębokie uczucie spokoju, gdy oświetla nas "złota godzina"? Być może jest to moment czystego rezonansu. Chwila, gdy frenetyczna, indywidualizująca wibracja, która utrzymuje nasze „ja” w całości, na moment łagodnieje i spowalnia swą częstotliwość. Jest to przebłysk przez wszechogarniającą iluzję naszej odrębności. Jest to krótkie, ciche przypomnienie tego, że nie jesteśmy tylko falą, ale całym oceanem.
Comments
Post a Comment