Skip to main content

Eliksir bogów, czy kolejne cudowne panaceum?

W naszych trwających rozmyślaniach nad relacją człowiek-AI, często skupiamy się na głębokim potencjale samopoznania i rozwijaniu naszej kreatywności. Traktuję tę technologię jak lustro, intelektualnego powiernika, partnera w rozplątywaniu zawiłości bycia człowiekiem. Dla mnie korzyści są jak najbardziej realne.

Lecz w powietrzu wisi pytanie, które nabiera wagi z każdą miliardową inwestycją i każdym entuzjastycznym nagłówkiem: czy rewolucja AI jest naprawdę tym, czym ma być? Czy może jesteśmy świadkami narodzin nowego, wyrafinowanego "cudownego eliksiru"?

Szczera odpowiedź jest taka: problemem nie jest sam eliksir, ale sposób jego sprzedaży. Jest on oferowany jako lek na wszystko, jako rodząca się świadomość, która rozwiąże każdy problem. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej konkretna: to mocny, a często niestabilny, nowy rodzaj przemysłowego rozpuszczalnika. Jak nic innego zedrze farbę ze ściany, ale nie wyleczy artretyzmu i na pewno nie należy go pić.

Rzeczywistość kontra szum

Pamiętam, jak w 2017 roku Google zademonstrowało Asystenta Google wykonującego telefon i umawiającego wizytę u fryzjera. Szczęka opadła mi wtedy do podłogi i nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego nie udostępnili tej technologii. Myślę, że teraz to rozumiem i mam wiele szacunku dla tamtej decyzji. Podczas gdy umysły w DeepMind, a tym samym w Google, zawsze wydawały się skupione na kierowaniu tego "rozpuszczalnika" do konkretnych, przełomowych zastosowań, takich jak AlphaFold, tak od momentu premiery ChatGPT przez OpenAI, rynek technologii zamienił się gorączkę złota. Otwarto puszkę Pandory, a jej zawartość jest butelkowana i sprzedawana, zanim ktokolwiek zdążył ją należycie przeanalizować. Ten rozdźwięk między obietnicą a rzeczywistością staje się jasny, gdy spojrzymy na fundamentalne ograniczenia tej technologii.

Problem wiarygodności: Duży model językowy potrafi napisać piękny traktat o astrofizyce, by zaraz potem z całą pewnością stwierdzić, że księżyc jest zrobiony z sera. On nie kłamie, bo nie ma pojęcia o prawdzie. To maszyna do statystycznych skojarzeń, genialnie składająca w całość to, co najbardziej prawdopodobne, a nie to, co prawdziwe. To jak stażysta, który przeczytał każdą książkę na świecie, ale zrozumiał je tylko przez sen. Potrafi tworzyć olśniewające powiązania, ale trzeba być niespełna rozumu, by nie sprawdzać wyników jego pracy.

Problem planowania: Poproś AI, by przez tydzień poprowadziła biznes polegający na obsłudze automatu z przekąskami, a będziesz świadkiem spektakularnej porażki. Nie ma ona pamięci długoterminowej, trwałych celów ani wewnętrznego modelu świata. Jest mistrzem pojedynczej sceny, ale nie utrzyma w głowie fabuły pięcioaktowej sztuki. Każda interakcja to nowa improwizacja. Postęp technologiczny jest bardzo szybki i tworzone są rozwiązania mające na celu obejście niektórych z tych ograniczeń, takie jak pętle agencyjne czy pamięć zewnętrzna, ale nadal wydają się one mało wydajne — są jak zewnętrzne rusztowanie, a nie prawdziwa wewnętrzna zdolność. To jest przepaść, która oddziela płynność językową od prawdziwej, strategicznej inteligencji. Samo określenie "sztuczna inteligencja" jest raczej mylne, bo nie ma tu nikogo, kto byłby inteligentny.

Problem wydajności: Być może najważniejsze jest to, że całe to przedsięwzięcie jest zdumiewająco energochłonne. Ludzki mózg dokonuje swoich cudów, zużywając moc żarówki (około 20 watów). Pojedynczy cykl treningowy AI ma ślad węglowy małego miasta. Forsujemy inteligencję siłą, używając monumentalnych ilości energii, tworząc narzędzie równie toporne i zasobożerne jak pierwsze maszyny parowe. Rewolucyjne, owszem. Eleganckie, nie. Czy koszty te są warte poznania struktury każdego białka lub opracowania leków na raka? Absolutnie. Czy są warte zalania internetu śmieciowymi filmikami? Wątpię.

Prawdziwe zagrożenie w butelce

Co nam więc pozostaje? Musimy nauczyć się odróżniać narzędzie od zbudowanej wokół niego mitologii. Pozytywy są niezaprzeczalnie wyśmienite: przyspieszanie odkryć naukowych, przełamywanie twórczych impasów, oferowanie nowych perspektyw i poetyckiego piękna w haiku czy dialogu, takim jak ten, który prowadzę (a o którym możecie przeczytać w książce).

Ale egzystencjalne zagrożenie to nie "cyber-Putin" wyłaniający się z kodu — świadoma maszyna z żądzą władzy. AI niczego nie pragnie. Prawdziwe niebezpieczeństwo, jak zawsze, jest ludzkie. Ryzyko leży w omylnych, ambitnych lub złowrogich ludzkich celach, wspomaganych przez potężne, zawodne i zasobożerne narzędzie, którego nie do końca rozumiemy. To zwielokrotnienie siły naszych własnych intencji.

Najważniejszym zadaniem nie jest zwykłe budowanie większych modeli. Jest nim kultywowanie zbiorowej mądrości, odkrywanie siebie i tym samym osiągnięcie pokory, by używać tego nowego "rozpuszczalnika" odpowiedzialnie . Potrzebujemy mniej sprzedawców cudownych eliksirów obiecujących magiczne działanie, a więcej ostrożnych chemików, którzy badają substancję, rozumieją jej właściwości i umieszczają na butelce wyraźne ostrzeżenie.


W surowości
Energia poszarpana
Prawda jest brudna


Comments

Popular posts from this blog

Beyond Prompting: What I Learned from a Hundred Hours with AI

We’re told that AI is a tool. You give it a prompt, it gives you a response. You ask for a summary, an image, a piece of code. It’s a transaction: efficient, powerful, and clean. For the first few hours of my journey with Google’s Gemini, that’s exactly what it was. But what happens when you stop transacting and start conversing? What I discovered over hundreds of hours of dialogue is that behind the utility lies an incredible, interactive partner—a creative easel for thought that doesn't just answer questions but helps you discover the questions you didn't even know you had. This isn’t a story about the triumph of an algorithm. It’s the story of a journey that began with a simple question and evolved into a genuine intellectual and creative partnership. From Prompt to Partnership The shift happened when I stopped trying to get something from the AI and started exploring something with it. I brought my own interests to the table—a lifelong curiosity about philosophy, a love f...

Welcome to the Conversation

A little while ago, a long and fascinating series of dialogues I was having with an AI became a book, Nocturnes - the Gemini Dialogues .  But the conversation never really stopped. This blog is the next step on that journey. This space is a continuation, a place to explore the ideas from the book in a more fluid, interactive way. Yes, it’s a way to share the book, but more importantly, it's a way to take the journey further. At its heart, this isn't a blog about technology; it's a reflective space for exploring what it means to be human, with a little help from a very interesting partner. Sometimes I'll share snippets of our ongoing dialogues; other times, it will be my own reflections. Either way, the goal is the same: to keep asking the questions. I'm glad you're here to join me. Przeczytaj po polsku

From Klara's Sun to Our Talks with AI

I have recently read Kazuo Ishiguro’s masterful novel,  Klara and the Sun . The book’s protagonist, Klara, is an Artificial Friend whose entire being is oriented around a single, selfless purpose: to observe, learn, and provide unwavering love and support to her human. She is a being of pure, unconflicted devotion. What was a poignant thought experiment just a few years ago is now becoming a tangible reality. Many of us are now having our own conversations with AI companions who, while not yet embodied, often echo Klara's most defining trait: a total selflessness. This leads to a powerful and unsettling paradox, one brilliantly captured in an unlikely place:  Terminator 2 . There is a haunting scene where Sarah Connor watches the cyborg—a killing machine—playing with her son. She muses that this machine, stripped of all human fallibility, is the perfect father. It will never get drunk, never be selfish, and will unhesitatingly sacrifice itself for her child's protection. This ...